Projekt P1 Ministerstwa Zdrowia, czyli Kronika Zapowiedzianej Śmierci Email
Ocena użytkowników: / 20
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Marek Wesołowski   
Poniedziałek, 14 Grudzień 2015 10:13

Właśnie ujawniono, że sztandarowy medyczny projekt informatyczny poprzedniej ekipy - Projekt P1 - nazywany też „e-Zdrowie” jest wydmuszką, z której już wydmuchano 500 mln zł, a planowano jeszcze 200 mln zł więcej.

https://p1.csioz.gov.pl/11

http://www.parlamentarny.pl/spoleczenstwo/projekt-informatyzacji-systemu-ochrony-zdrowia-niemozliwy-do-realizacji,2932.html

Nowe ministerstwo zdrowia próbuje jakoś uratować, może nie tyle projekt, ile unijną dotację, którą w przeciwnym razie trzeba będzie zwrócić. A dużo pieniędzy już wydano, bez żadnego widocznego efektu.

Warto spojrzeć do środka projektu P1 i zastanowić się, „po co nam to?”. Ocenić, czy ta inwestycja przełoży się na jakość w ochronie zdrowia.

Zadania realizowane w ramach Projektu P1:

  1. Tworzenie, gromadzenie, analizowanie i udostępnianie elektronicznej dokumentacji medycznej pacjentów – w postaci elektronicznego archiwum medycznego.
  2. Elektroniczna obsługa recept, skierowań oraz wsparcia rezerwacji na porady lekarskie.
  3. Udostępnianie podmiotom nadzorującym i kontrolującym sektor ochrony zdrowia w Polsce wiarygodnych i aktualnych informacji statystycznych.
  4. Wymiana niezbędnych danych medycznych pomiędzy różnymi systemami poszczególnych krajów Unii Europejskiej.

Co zrobiono?

Uruchomiono wielki centralny projekt z konsultacjami, konferencjami, tonami papierów itp. Wyznaczono na papierze etapy realizacji, zaczynając od najłatwiejszych, bez dokładnej analizy tych trudniejszych.

Zakupiono sprzęt komputerowy i oprogramowanie dla centralnego systemu gromadzenia i wymiany informacji medycznej. Wydano na to miliony, a sprzęt nie został uruchomiony.

Szybko okazało się, że Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia (CSIOZ) - agenda MZ - realizująca projekt, nie będzie w stanie ani wdrożyć odpowiedniego systemu, ani obsłużyć tysięcy świadczeniodawców i milionów pacjentów. Zdecydowano się na centralny system, pomimo że zdarzenia medyczne mają miejsce w 99% lokalnie, tj. w obrębie województwa, a z tych 99% znacząca część (pewnie ok. 80% zdarzeń medycznych) odbywa się w obrębie powiatu.

Niemniej dalej brnięto i wydatkowano pieniądze, bo konsumowana dotacja unijna nie pozwalała się zatrzymać. Ograniczno cele, wiedząc, że to, co planowano, jest nie tylko bezużyteczne, ale przede wszystkim nierealne. Pozostawiono: elektroniczne recepty, zlecenia badań, rezerwację wizyt przez internet i elektroniczne rejestry świadczeniodawców.

Z powyższej listy jedynie rejestry świadczeniodawców powinny być zrealizowane jako centralna elektroniczna wersja tego, co dotychczas mieliśmy na papierze. Koszt takiego systemu jest niewielki
i w skali kraju mieści się pewnie w kilkustet tysiącach złotych. Pomimo wydatkowania setek milionów, system rejestrów nie został w pełni uruchomiony. To, co działa, ma ograniczoną funkcję i wątpliwą jakość przechowywanych danych.

Pozostałe zadania: zlecenia badań, e-recepty i rezerwacje wizyt nie zostały zrealizowane.
Nadal pozostaje pytanie, czy zlecenia, recepty i rezerwacje powinny być realizowane przez jakiś kolosalny centralny system informatyczny objemujący cały kraj!

Całość dotychczasowych działań wygląda na porażkę, której można było uniknąć.

Jako lekarz i osoba profesjonalnie zaangażowana w tamtym czasie w informatykę medyczną, z doświadczeniem zdobytym w wielu krajach, głośno mówiłem już na początku tego projektu, że to nie ma sensu. Że cele są źle postawione, proponowane centralne rozwiązanie jest błędne, a sposób realizacji spowoduje katastrofę. Informowałem o tym bezpośrednio osoby odpowiedzialne za projekt w CSIOZ. Moje uwagi pozostały bez echa! Nie odczuwam żadnej statyfakcji, raczej zawód i irytację, że nie udało mi się zatrzymać procesu, który, co gorsza, po niewielkich zmianach będzie kontynuowany.

Dlaczego P1 to Kronika Zapowiedzianej Śmierci? Bo taki projekt już był i zakończył się śmiercią.

Chodzi o „The National Programme for IT in the NHS” (NPfIT) ogłoszony przez angielski odpowiednik NFZ w 2002 roku i zamknięty w 2011 po sromotnej porażce i wydaniu 9,7 milarda funtów!

Cele programu NPfIT to:

  • Zintegrowany rekord zdrowotny pozwalający na gromadzenie i udostępnianie danych medycznych pacjenta
  • Elektroniczne recepty
  • Elektroniczna rezerwacja wizyt
  • Stworzenie i wdrożenie elektronicznej infrastruktury dla zapewnienia elektronicznej komunikacji w ochronie zdrowia, w tym dla wyżej wymienionych usług.

Zadania programu P1 są w zasadzie kopią programu brytyjskiego.

Przyczyny i mechanizm porażki Anglików zostały przeanalizowane i dokładnie opisane.
Polecam raport opracowany przez zespół z Universytetu Cambridge.

https://www.cl.cam.ac.uk/~rja14/Papers/npfit-mpp-2014-case-history.pdf

Lekturę 40 stron tego raportu będą Państwo co strona przerywali okrzykiem „Dokładnie jak w P1!”.

Anglicy powiedzieli dość! po przekroczeniu budżetu o 50% i opóźnieniach idących w lata.
Dlaczego trwało to tak długo? - Bo projekt był zainicjowany przez rząd, a nie „oddolnie”.
(Dokładnie jak w P1!).

W raporcie szczegółowo wyjaśniono, co zrobiono źle i czego nie należy robić. Czy ktoś z decydentów P1 z CSIOZ przyjrzał się projektowi NPfIT i jego katastrofie? Nikt! Bo inaczej nie szedłby w zaparte.

W międzyczasie mieliśmy jeszcze dwa duże podobne projekty. Ich budżety to miliardy dolarów.

Pierwszy to „Goolge Health” – Internetowe konto pacjenta połączone z możliwością przesyłania danych ze szpitali, poradni, aptek. Po wydaniu miliardów i trzech latach prób, projekt zarzucono!

Istnieje wiele artykułów analizujących przyczyny porażki projektu, za którym stał gigant finansowy, którego nie krępowały żadne przepisy dotyczące publicznego grosza.

http://mobihealthnews.com/11480/10-reasons-why-google-health-failed/

Drugi to Microsoft HealthVault – podobnie: Internetowe archiwum medyczne dla każdego pacjenta. Microsoft poszedł tak daleko, że za własne pieniądze podłączył do niego apteki, szpitale i poradnie (tysiące miejsc). Zachęcił producentów urządzeń medycznych do wbudowania w nie automatycznego przysłania danych medycznych do HeathVault. Po wydaniu miliardów projekt wegetuje jako program dla hobbystów biegania i odchudzania, w którym mogą zapisywać swoje osiągi i spalone kalorie.

http://www.mobilehealthcaretoday.com/blogs/mhct-blog/2011/06/6-reasons-healthvault-will-fail.aspx

 

CSIOZ zdecydował się na tworzenie centralnego oprogramowania ogłaszajac przetargi, zawężając realiację do wybranych firm i samemu projektując rozwiązania techniczne.

Takie postępowanie spowodowało kompletne zahamowanie rynku. Świadczeniodawcom powiedziano, że mają czekać na centralny system. Firmy komputerowe zamiast implementować funkcje zlecania, e-recepty, elektronicznej rejestracji w swoich systemach, czekały na ogłoszenie przetargu, a potem na wybranie jednej firmy, która ma dostarczyć rozwiązanie.

Nikt nie brał pod uwagę,  że, abstrahując od bezsensowności takich centralnych systemów, nie ma
w Polsce jednej firmy, która jest w stanie w skończonym czasie dostarczyć i serwisować oczekiwane rozwiązania w tysiącach miejsc w Polsce.

Po pewnym czasie i wyrzuceniu w błoto milionów, gdy dotarło do odpowiedzialnych osób w CSIOZ,
że to się nie uda, zaczęły się rozpaczliwe próby modyfikacji projektu. Zaczęto coś przebąkiwać
o lokalnych centrach komputerowych, wzięto się wreszcie za definiowanie standardów komunikacyjnych w języku HL7. Niestety ta wymuszona zmiana nie zmieniła poziomu ignoracji zespołu realizującego.

Nikt nie przeanalizował realnych potrzeb pacjentów i szans na zastosowanie tworzonych rozwiązań. Czy potrzeba nam systemu zleceń medycznych centralnego dla całego kraju?
Odpowiedź jest oczywista. - Nie! Nie ma sensu śledzić na bieżąco, że w Pcimiu zlecono pani Kowalskiej badanie moczu, a panu Nowakowi w Suwałkach zdjęcie klatki piersiowej.

Możliwość centralnej rezerwacji wizyt na raz w Szczecinie i w Ustrzykach Górnych też nie wydaje się pierwszą potrzebą pacjenta. To po prostu wyrzucanie pieniędzy w błoto!

E-recepta to wygoda dla Pacjenta, bo nie będzie musiał iść do apteki, żeby zamówić lek do odbioru następnego dnia i nie będzie musiał brać papierowych odpisów, żeby realizować kolejne leki z tej samej recepty. Niemniej to ułatwienie powinno być kosztem apteki, która chce być atrakcyjna dla pacjenta. Nie powinno być finansowane z państwowych dotacji. Podobnie system e-rezerwacji to sprawa poszczególnych jednostek, a nie centralnego systemu.

To, co aktualnie zdefiniowano dla potrzeb Projektu P1, jest medycznie bezużyteczne. Funkcje dla pacjentów i lekarzy nie działają. Archiwum danych medycznych nie zbiera danych i żadne automatyczne przetworzanie i statystyki nie wchodzą w grę, choć coś takiego wskazano jako ważny cel projektu.

Jak wyjść z tej sytuacji?

Nie oglądać się na wydane pieniądze i zatrzymać projekt. Skupić się na wyznaczeniu standardów i zasadach obiegu informacji w ochronie zdrowia, bo to zostanie z nami na lata.

Do maksimum ograniczyć starty związane z przerwaniem niedokończonego projektu.

Wypracować minimum użytecznych funkcji we współpracy i konsultacji z lekarzami, ubezpieczycielami, pacjentami, dostawcami systemów szpitalnych.

MZ ma przeanalizować, czy obecne prawo i przepisy szczegółowe pozwalają na wprowadzenie proponowanych rozwiązań informatycznych. W koniecznych przypadkach opracować propozycje zmian prawnych. Po uzyskaniu zapewnienia o możliwości i harmonogramie ich wprowadzenia, rozpocząć realizację projektu.

Nie tworzyć centralnych rozwiązań dla lokalnych potrzeb (recepty, zlecenia, rezerwacje wizyty i archiwum pacjenta) – zamiast tego narzucić standardy rozwiązań, zapewniając ich otwartość i pełną komunikację. CSIOZ w ramach Projektu P1 powinien jedynie zdefiniować standardy informatyczne w publicznej ochronie zdrowia i oczekiwane funkcje. Następnie pozwolić – dostawcom informatycznych systemów medycznych odpowiednio zmodyfikować swoje oprogramowanie, tak żeby spełniało nowe wymogi.

W ten sposób armia programistów w całej Polsce szybko wdrożyłaby nowe rozwiązania.

Centralna struktura informatyczna powinna objąć jedynie słowniki i rejestry, dostępne dla wszystkich w dwóch wersjach: dla człowieka i dla maszyny. Wszystko przez Internet, tak żeby i człowiek i system komputerowy w każdym miejscu w Polsce mógł korzystać z aktualnej informacji wysyłanej z wiarygodnego krajowego źródła.

MZ powinno opracować wskazania zawężające zbieranie informacji medycznych do wybranych grup chorych lub grup ryzyka, określając klarownie cel, użyteczności i opłacalność takiego przedsięwzięcia. Opracowanie musi zawierać opis technicznego rozwiązania dla archiwum związanego z pacjentem. Wskazać, kto prowadzi takie archiwum, jak będzie ono finansowane. W następnej kolejność rozpocząć stopniowe wdrożenie, powoli rozszerzając zakres stosowania.

Podsumowując, państwo ma jedynie określić ramy działań, podać definicje, wyznaczyć standardy, ustanowić prawa i przepisy. MZ nie powinno konkurować z obywatelami w technicznej realizacji projektu, bo nie ma odpowiednich kompetencji ani kadry technicznej. Realizacja projektu powinna być przekazana w jak najszerszym zakresie obywatelom, którzy dzięki swojej wiedzy i kreatywność, ryzykując własne pieniądze, wypracują znacznie efektywniejsze rozwiązania. Taka pozycja państwa wynika z zasady pomocniczości, która nie powinna być naruszana.

Słowem, dajmy prawo działania ludziom, a nie urzędnikom.

Ludzie wydają własne pieniądze, a urzędnicy cudze. Zgadnijcie, kto wyda je lepiej i ostrożniej?

 

Komentarze  

 
0 #6 Ryszard 2016-02-18 14:19
Czy ktoś za to poniesie odpowiedzialnoś ć?
No bo niechbym ja nie zrealizował projektu informatyzacji szpitala to na pewno by mnie przykładnie ukarano.
Cytować
 
 
-1 #5 ja 2016-01-11 22:48
NFZ to szambo,szambo do likwidacji, tak samo jak patolgie obsługujące to szambo.
Cytować
 
 
0 #4 Piotr 2015-12-16 23:47
Zmarnowane, wyrzucone w błoto pieniądze to jedno a drugie to stracony czas. Wiele placówek wstrzymywało się z wdrożeniami systemów informatycznych oczekując na rezultaty P1. Co dalej ?
Cytować
 
 
-1 #3 Tomasz 2015-12-16 10:55
Cytuję John Freeslow:
Dokładnie tak,
Każdy problem rozwiązuje wolny rynek a nie urzędasy


NIE KAŻDY!!!
Wiara bezgraniczna i bezkrytyczna w 'niewidzialną rękę rynku' czyni tyleż samo szkód co głupota urzędnicza.
Przed takim "mundrym" komentarzem zalecam chwilę rzeczywistej refleksji.
Cytować
 
 
-1 #2 iwona 2015-12-14 13:57
Rzeczowo i merytorycznie potraktowany nasz wspólny problem. Tylko czy ci co powinni - mają tego świadomość ? :(
Cytować
 
 
-1 #1 John Freeslow 2015-12-14 13:48
Dokładnie tak,
Każdy problem rozwiązuje wolny rynek a nie urzędasy
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

JoomlaWatch Stats 1.2.10_03 by Matej Koval